Blog > Komentarze do wpisu
Coś tu śmierdzi...

Osoby wrażliwe uprasza się o zatkanie nosa przy czytaniu

 

Tak już bywa, że czasami człowiek pokaże się innym od niezbyt ładnej strony. A to beknie w towarzystwie, a to smrodliwego bąka puści, albo w napadzie szału na środku wymuskanego rynku  wykopie otwarte szambo i usilnie będzie wciągał dawnych przyjaciół do orzeźwiającej kąpieli w nim.

No, zdarza się każdemu coś głupiego bądź nieprzyjemnego popełnić. Ale każdy amok kiedyś mija, chociaż na chwilę – i przychodzi czas na refleksję. – Co ja narobiłem/am? Jak z tego wybrnąć? – na te pytania każdy odpowiada sobie po swojemu.

Najtrudniej jest w takiej wstydliwej sytuacji przyznać się do winy i przeprosić. Tak, do wypicia nawarzonego przez siebie piwa o niezbyt przyjemnym smaku i aromacie – trzeba mieć sporo samozaparcia i odwagi cywilnej.

Znacznie łatwiej jest udawać, że nic się nie stało, że to nie mój bąk, a poza tym – to wcale nie śmierdzi, tylko pięknie pachnie, bo to najnowsze, najmodniejsze perfumy z wysublimowanym aromatem i feromonami, a kto się na nich nie poznał – ten ćwok! Jeśli ma się troszkę inteligencji i siły przekonywania – to po pewnym czasie można doprowadzić do sytuacji, że spora gromada kwok będzie z dumą snuła za sobą podobne wonie.

No dobra, ale co zrobić z tym szambem na środku rynku, skoro wmawianie, że kąpiele w nim uzdrawiają – jakoś nie przynoszą rezultatów? Niby można wywiesić tabliczkę „Przepraszam za smród” i czym prędzej starać się zamknąć to szambo szczelną przykrywą, przysypać ziemią i zasiać kwiatki. Można – ale to byłoby przyznanie się do błędu, a to już trudno przełknąć… Ale zostawić tak, żeby każdy uzbrojony w maskę przeciwgazową i kombinezon ochronny mógł swobodnie badać ślady przeszłych rozwolnień i zatwardzeń?  A w życiu! Toć przecież odkryć i udowodnić mogą, ze głównym składnikiem diety nie był kawior, jak to się wmawiało – lecz salceson i pasztetowa…

No to co zrobić?

Ano – zawsze można to wolne niby, wspólne miejsce płotem zagrodzić, chętnym do wejścia dać do podpisania lojalkę i dalej wmawiać, że to najlepszy kurort w okolicy. Ci co lojalkę podpiszą – wszak nie odważą się smrodu ujawniać, wręcz przeciwnie – będą twierdzić, że te cudowne aromaty docenić może tylko elita. A że w okolicy smród się będzie snuł? No cóż – przy zagrodzonym terenie zawsze można składać deklaracje rodem z Radia Erewań i nikt nie znajdzie dowodów, że ten smród to jednak nie od sąsiada…

 

To dopiero mistrzostwo świata, zamiatanie pod dywan przy tym wysiada…

wtorek, 20 marca 2007, jagus007
Komentarze
2007/03/20 20:32:10
By tej notki nie skasowano tak, jak uczyniłaś to z poprzednią, zostawiam tu swój autograf.
-
2007/03/20 21:13:31
Poprzednia nie była zmieniana, ani tym bardziej kasowana, procku drogi.;)
-
2007/03/21 09:16:27
Jagusiu, piękna filozofia do fizjologii. ;)
"...gnojem śmierdzi twój ogródek? Przecież to twój własny gnój..."
/Jacek Kaczmarski, Ballada pozytywna./
-
2007/03/21 19:24:15
Misterze,
Łajno może być traktowane tylko jako gnój, zasmradzający otoczenie.
Ale może być też nawet postrzegane jako nawóz użyźniający przyszłe uprawy.
Ja osobiście wolę tę drugą opcję, stąd te moje notki i komentarze;)
-
2007/03/21 20:32:28
Też chcę być nawozem, a może jestem tylko łajnem..?